środa, 3 marca 2010

No i mam za sobą kolejną przykrą rozmowę z J.

Powiedziałam mu dzisiaj rano, że nie chcę już z nim być bo jest mało ambitny, bo w ogóle nie jest ambitny. Bo do życia wystarczy mu minimum na przetrwanie, a w zasadzie jeśli w miesiącu brakuje tylko trochę kasy, to już jest sukces. A ja nie chcę żyć na minimum. Ja potrzebuję swobody i komfortu jakie daje poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji, których przy nim nie mam. Jedyne co on mi daje to jego miłość. I jest ona dla mnie bezcenna, ale nie wystarczy mi do życia.
- nie mówisz o uczuciach, a przecież ja Cię kocham- bronił się
- wiem, że mnie kochasz, ale ja się przy Tobie psuję psychicznie. Nie mogę doprowadzić się do takiego stanu jak ostatnio, nie mogę się tak załamać.
Jest dopiero wtorek, a my w tym tygodniu przeprowadziliśmy już trzy albo cztery takie rozmowy. On teraz gorączkowo myśli co zrobić, żeby mnie nie stracić. A ja wiem, że w tej chwili przewróci świat do góry nogami, żeby mnie zatrzymać, ale jak tylko niebezpieczeństwo się oddali wszystko wróci do przykrej normy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz