poniedziałek, 8 lutego 2010

PRZEMYŚLENIA, PRZEMYŚLENIA

Czas goi rany, a życie weryfikuje nasze plany (nie miało się rymować, ale trudno).
Główny podział, to standardowe dwa tematy: praca i moje poplątane myśli i uczucia. O ile pierwsza kategoria jest jasna, o tyle druga dzieli się na J, K i A (tak, to coś nowego) i M jak... Mokotów. Zastanawiam się od czego zacząć i jak zwykle mam mętlik w głowie. K łączy się trochę z A i bardzo z M. M łączy się z K i z A (ale tylko formalnie, bo nie pragnę M dlatego, że A tam jest- to nie ma znaczenia). Praca ściśle łączy się z A.
Zostaje J- kochający i wierny jak pies, czy znowu go zranię? Nie chcę go ranić, wtedy też nie chciałam. On jest idealny na gojenie moich ran, dlatego wracam wypłakać mu się w rękaw i wyleczyć serce. Obiecuję sobie, że to ostatni raz, modlę się cichutko, żebym nigdy już nie poczuła tej niecierpliwości w sercu, tego pragnienia nie wiadomo czego. Postanawiam, że z nim zostanę, bo jest dobry, bo mnie kocha, bo na to zasługuje. On znosił mój płacz w środku nocy, zmienne humory, ciche dni, wzrok patrzący przez niego jak przez powietrze, pilnował, żebym jadła i spała, przytulał mnie i powtarzał "będzie lepiej". I kiedy jest już lepiej ja jestem gotowa, żeby odejść. Mam być silna, żeby z nim zostać, czy mam być silna, żeby od niego odejść?
Pracę zmieniałam w październiku, od listopada pracuję już w nowym miejscu. Miałam zacząć od trzech miesięcy próbnych, a potem podpisać umowę o pracę. Po miesiącu mój nowy szef przyszedł i powiedział mi, że jest zadowolony z naszej współpracy i nie widzi powodu, żeby zwlekać z podpisaniem umowy do końca okresu próbnego. Oczywiście bardzo się ucieszyłam. Pełna ufności czekałam na podpisanie umowy, tylko ten moment dziwnie oddalał się w czasie. W styczniu dowiedziałam się, że wydawca ma swojego Męskiego Fotografa, na którego się upiera i że właściwie, to on już podpisał umowę i że wydawnictwa nie stać na dwóch fotografów. "Pięknie"- pomyślałam. Mój nowy SUPERSZEF powiedział, żebym się nie martwiła, że jeszcze nie wszystko stracone, że coś wymyśli. Miałam zostać jeszcze na luty, żeby sprawdzić, czy budżet wytrzyma dwóch fotografów. Ostatnio dowiedziałam się, że wynegocjował dla mnie jeszcze trzy miesiące i zobaczymy, co potem. Widzę, jak on (SUPERSZEF) się stara i ile dla mnie robi, ale decyzja nie należy do niego. Ja okropnie stresuję się tą sytuacją. W styczniu schudłam 3 kg i teraz ważę już 41, a to dla mnie coś nienormalnego, bo od podstawówki ważyłam te swoje 44 kg bez żadnych zmian. Wieczorami mam szczękościsk, aż mnie cała żuchwa boli. Jak myślę o tej sytuacji w pracy to pochmurnieję i zamykam się w sobie.
[i właśnie promienny uśmiech pojawił się na mojej twarzy, bo SUPERSZEF przyszedł i powiedział "dzień dobry"]
Teraz K. Chyba już się od niego uwolniłam. A może jego uwolniłam, a może to on uwolnił mnie. Nie wiem, co dokładnie, ale coś stało się na pewno. Coś się skończyło. Nadal myślę o nim bardzo ciepło i chyba tak już zostanie, ale to zdecydowanie jest pora, żeby iść dalej. Coraz częściej i coraz śmielej myślę o powrocie na Mokotów. Nie boję się już ulic, po których chodziłam z K, nie boję się Zaklętych Rewirów ani Regeneracji, ani Cmentarza Żołnierzy Radzieckich (tak, tak, od K nauczyłam się używać pełnej nazwy zamiast mówić "ruski park") ani żadnego innego miejsca już się nie boję. Tęsknię za Mokotowem i wiem, że tam wrócę.
Długość jednego przedszkola dalej od miejsca, w którym ja mieszkałam mieszka A. Dla sprostowania: A to mój SUPERSZEF. Kiedy indziej opiszę dokładnie, co dla mnie zrobił i jak wyglądają nasze relacje. Teraz opiszę go po prostu jako faceta, na widok którego miękną mi nogi. Jest wysoki i szczupły- wiadomo (no dobra, po K nie do końca wiadomo). Ma świetny gust i fantastycznie się ubiera. Bardzo fajnie tańczy (widziałam na imprezie gwiazdkowej w grudniu). Jest miły, ciepły, opiekuńczy, ma poczucie humoru kompatybilne z moim. Prawie cały czas się przy nim śmieję (czasem nerwowo i głupkowato, ale chyba puszcza to mimo uszu). Czasem ze mną flirtuje i czasem mnie kokietuje. Czasem mi się wydaje, że rozmawia ze mną inaczej niż ze wszystkimi. Ale może mi się wydaje, dopuszczam taką możliwość. Często na mnie patrzy jak jesteśmy razem, nawet w grupie, często mam wrażenie, że mi się przygląda. Jest mi wtedy przyjemnie. Często się uśmiecha i śmieje jak rozmawiamy i wydaje mi się, że bardziej szczerze i naturalnie niż kiedy rozmawia z innymi. Ale może mi się wydaje. Przekraczał już granicę mojej przestrzeni osobistej przysuwając twarz blisko mojej kiedy oglądaliśmy zdjęcia na monitorze i nie wydaje mi się, żeby to był przypadek, przecież nie jest ślepy i nie musiał przysuwać się na 30 cm od monitora i 10 cm ode mnie. Spędziliśmy w pracy dwa fantastyczne dni, w trakcie których przyniósł czekoladę, czekoladki i herbatę zieloną. "Będziemy ją pić zamiast kawy"- powiedział. Uwielbiam jego ciepły, miękki, męski głos. Lubię jak mówi "dżizas". Dobra, rozpisałam się chyba za bardzo. Napiszę niedługo coś tylko o nim. Ale się rozmarzyłam :)
Pierwszą sesję na ASP mam za sobą i poszło dosyć gładko. Muszę jeszcze uzupełnić kilka brakujących prac, ale to nie powinno sprawić mi problemu.

"masz dużo szczęścia, wszystko Ci się uda"- jak powiedział A :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz