czwartek, 27 sierpnia 2009

jest 21:50

stoję na przystanku pod Muzeum Narodowym, palę papierosa. Obok dwie pary obściskują się nieprzyzwoicie. Pamiętam, jak całkiem niedawno sama się tak zachowywałam. Wkurwiają mnie. W głowie mam rozmowę sprzed dwóch dni. Znajomy opowiedział mi spotkanie z kolegą z prawa na UW. Tamten przeliczał życie na zarobki i przepracowane godziny, u boku miał reprezentacyjną blondynkę. Miała to być analogia do skupionego na karierze K. Zasugerował, że być może K był ze mną, bo nie chciał być sam.
- spójrz na mnie - odpowiedziałam - noszę za luźne dżiny ledwo trzymające się na tyłku, nie jestem reprezentacyjną blondynką
- ale jesteś artystką. Artystki też są modne.
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Nie czuję się artystką, jedynie miewam "twórcze przebłyski", ale chuj z tym. Liczy się intencja, z jaką mi to powiedział.
Nie wierzę, że K mógł tak myśleć. Nie wolno mi w to wierzyć. Godzinę wcześniej oglądałam nasze zdjęcia z Cortiny i to na FB, to z Krety. Nie byliśmy już wtedy razem. Na tym zdjęciu K ma "mikołajkową" koszulkę z koncertu, na którym cudownie się bawiliśmy. Nie widać nadruku, ale rozpoznałam ją w pierwszej chwili bezbłędnie. Wiem, że nie ma jej na tym zdjęciu dlatego, że nie miał innej pod ręką. Nie ma przypadków. A może nie ma sentymentów?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz