czwartek, 20 sierpnia 2009

Twoje urodziny

Dzwoniłam z życzeniami, nie odebrałeś. I znowu. Pomyślałam, że robisz to celowo. Wyszłam ze studia po kawę. Wróciłam z kubkiem z kwiatem i automatycznie wzięłam do ręki telefon i wybrałam numer. Rozmawialiśmy ponad godzinę. Powiedziałeś mi wiele pięknych i wiele bolesnych słów. Wbiłeś mi w serce sztylet polewając go miodem. Tylko Ty tak potrafisz. Powiedziałeś, że zawsze będę w Twoim sercu, powtórzyłeś "nigdy nie wątp".
Pierwszy raz powiedziałeś konkretnie o planach jakie miałeś wobec mnie, wobec nas. To chyba zabolało mnie najmocniej. Przecież wiedziałeś jak bardzo potrzebowałam takich rozmów, jak na nie czekałam. Byłam przekonana, że tylko ja wyobrażam sobie nas za kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt lat. Tak bardzo byłeś skupiony na "tu i teraz". Pozwoliłeś mi wierzyć, że nie mamy wspólnej przyszłości. Do wczoraj pocieszałam się myślą, że i tak nie było żadnego "potem".
Zarzuciłeś mi, że nie oddałam Ci się w stu procentach. Na rok dostosowałam swoje życie do Twojego. Podporządkowałam Ci wszystko. Byłam dla Ciebie w każdym momencie. Nie pamiętam, żebym kiedyś nie chciała się spotkać, żebym odwołała albo przełożyła "nas" z jakiegokolwiek powodu. Moje serce biło dla Ciebie. I najgorsze, że to trwa do dziś, choć w innej postaci. Odganiam od siebie myśli, nie wchodzę na ulice, unikam stron internetowych. Cały czas stawiam sobie granice, ściśle się kontroluję, stosuję autocenzurę myśli.
Nie miałam siły, żeby się bronić. Nie umiem bronić się przed Tobą, nie umiem się nawet zasłonić.
Wszystko albo nic. Wybrałeś nic. Na zawsze. Opuściłeś mnie po raz kolejny.

PS bardzo wierciłeś się dziś na przystanku o 8:46. I wciąż bardzo mi się podobasz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz